Słowa... Wciąż słowa i słowa,
nieistniejące osobno, a razem jak melodia.
Jak mazurek Chopina, jak preludium Bacha,
bez których jestem jak ślepiec, jak wygasła pochodnia. Zawładnęły moim umysłem, zawładnęły mym ciałem
i w duszę się wdarły na siłę, nic mi nie pozostawiając.
Więc jestem jak manekin, jak teatralna marionetka,
której namalowano uśmiech i którą zrobiono z drewna.
A gdy Bóg pociąga za sznurki niewidzialną ręką,
ja chylę swoją głowę przed jego nieziemską potęgą
i błagam o słowa... O słowa... Te jeszcze nienapisane,
bo w mojej duszy zlęknionej zaczyna się wielki taniec. Nabrzmiewa ogromny huragan, by wrócić mi myśli od nowa.
Ja jeszcze bezwolnie, namiętnie wciąż proszę o słowa, o słowa...
Zaloguj się, aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestuj się!
0 komentarzy
Brak komentarzy